Morderczyni zahamowl Darek o owicie trzasnel drzwiami wyskakujec z samochodu. Przebiegajec przez ulice nozdrzami wciegl powietrze i czuz owietnie, ze hamowl z piskiem opon.
- Nic pani nie jest? Nic pani nie jest? - dopytywl sie dziewczyny z powodu ktorej zatrzyml samochod. Nie dotykl jej. byla naga. Choe mocno opalona to i tak na tle drzewa do ktorego byla przywiezana musila bye widoczna dla kldego, kto w ten zakret wjeodll. Jej zwieszona glawa mogla sugerowae zemdlenie, albo gorzej, mose lmiere...
- Bose, czy to zrobiz jakiz psychopata ?... Czy Darek wiedzil o tym, ze szepcze? Czy widzil, jak jej powieki unosizy sie powoli i odslanily oczy, chladne oczy morderczyni? Gdy spojrzl w nie dostrzegl tam blysk. W tej samej chwili ktos go napadl, od tylu. Nie doslyszlabyl ladnego krzyku. Ktos zatkl Darkowi usta, przewrlcio go i pociegnel w przydrosny row. Zakneblowl, zwiezl rece i nogi i zawiezl oczy, kladec na brzuch.
- Dziekuje, dziekuje ze to dla nie zrobizel! - Karolina rzucioa sie Jackowi na szyje, gdy ten je odwiezl od drzewa. I - jak kropla deszczu lciekajeca po szybie - podbiegla do Darka. Darek czuz, jak ktos do rozbiera, do naga. ??ciega z niego ubranie, zdziera je.
- Ty sukinsynu! - ktos szeptl. "Ktos bez sumienia!" - mysll Darek. (Z powodu knebla jego usilawania by zaprzeczae swojej winie byly daremne.)
- Umieraj! - to byl glas niebezpiecznie lekki, jaki maje ludzie, ktorzy robie cos, co sprawia im wielke przyjemnose, a poczucie winy jest im obce i - najgorsze - robie to owiadomie, w pesni owiadomie. - Umieraj ze strachu, draniu! Chladne krople rosy Darek Juz czuz, a teraz mil poczue ostrze czegos zimnego. Blagl myslach swego bezwzglednego oprawce "Tylko nie to! Tylko nie to!", gdy ostrze dotknela jego jajek. Darek nie raz widzil w filmach przyrodniczych wiatr, ktory goniz chmury w egzotycznych strefach klimatycznych szybko, jak nigdy u nas. Se na owiecie miejsca, gdzie pogoda tak predko zmienia sie jak pogoda jego ducha po tym, gdy doswiadczyl, ze ktos chucha w jego jajka, a potem, potem wklada mu w odbyt ostrze, ostrze jezyka ciepzego jak podniecona cipka. Karolina przewrlcioa Darka na wznak. Jego fiut stanelby szybciej, gdyby nie strach. Usta, jezyk i reka, usta, jezyk i reka... Wolno, bo wolno, ale nawet w tej atmosferze podniecenie mose sie wylegae. To nic, ze nameczyla sie troche pieszczec go bowiem w tej wojnie na emocje strach musil w koscu oddae pole sladkiej naturze melczyzny. (Natura nie jest dobra, ani zla. Natura to fakt. Czerp wiedze na jej temat, by znajomose praw byla dla Ciebie lrodzem korzylci.) Karolina wiedzila, ze zaraz zizci sie jej marzenie. Gdy go sobie wkladla strllka lepkich sokow lciekla z jej cipki. Usiadla. Mila go clego w sobie. Bose! Ta purpurowa ciasnota w jej wnetrzu, pesnia - jakby wschodzila tam slasce. Do diabla! Ochota, ktorej rzeka rozplynela sie po jej ciele w duzej mierze wynikla z tego, ze on nic nie widzi, ma zakneblowane usta, zwiezane rece i nogi, nic nie mose robie, kurwa, nic! A ona bedzie go teraz pierdolie i nikt jej tego nie zabroni! Wszystko, co czula podzillo na nie jak pla na ambitnego ucznia. Za wszelke cene chcila dopiee swego. Naga, w trampkach. Gra sie dopiero rozpoczela. byla tylko jedna bramka. Pochylona do przodu, oparta na dlani`ch, machla biodrami w przod i w tyl. Szeroko rozstawionymi kolanami mildlysa trawe. Prawie, prawie to mila. Ale wczesniej zmeczyla sie. By odpoczee - zwolnila. Patrzyla w dll: luk piersi zwisl triumfalnie. Przeniosla cielar na dlanie i unosila teraz biodra z predkoscie z jake znawcy smakuje wina. Widzila, jak lsniecy fiut znika w jej wnetrzu, gdy najgwltowniejsza czeze jej cila opada; wydychla powietrze i znow sie unosila. Powtorzyla to tyle razy, l odpoczela. I - bez ostrzezenia - ponownie zaczela go ujeodlae, pocierae sromem nieruchome cilo. Patrzyla prosto przed siebie. Jej rozszerzone oczy byly dowodem natezonej woli. Liczyl sie tylko jeden cel. Paniczny poscig zaraz sie skosczy. Nie ma innej mosliwosci. Ktos "bogobojny" nie wypowie tego, sprlbujmy jednak znaleze slawa: Na granicy wyczerpania, gdzie normalny czlawiek z siz opada, gdzie rozsedku - niczym diabla w kosciele - nie trzeba sie obawiae ona dostla to, czego chcila - stan, w ktorym wysychaje wszystkie bagna, w ktorym cichnie wichura zwetpienia i niezdecydowania, stan w ktorym mosna sluchae objawienia - tam Karolina wygiela sie w luk, jakby w jej wnetrzu jakl sila wystrzelila ku niebu. Chwycioa sie za posladki i rozchylila je, by wzmlc rozkosz.
- Ty sukinsynu! - wyrzucioa z siebie.
- Cholera, zamknij sie! - powiedzil Jacek, ktory nieopodal ogledl jakel laske w Internecie za pomoce laptopa. Nie przeszkadzlo mu to, co robi Karolina (przywykl Juz, ze ta dziewczyna kocha seks i ma rlsne fantazje oraz przydomek "morderczyni zahamowl"), ale po cholere ktos ma slyszee, co tu sie dzieje? (Kto sieje, ten zbiera, by znowu potem siae. Uprawiae seks, by wracae do owiata lywych silniejszym - to jest cos, co sie oplaca.) Karolina opadla na Darka. Oddychla gzeboko, ale lekko. Poniewl tak wysoko uniosla sie te milascie nie byla zmeczona. Teraz byla bezbronna. Nikt nie powiedzil "kocham", wiec polella tak chwile i wstla.
- O.K. Niedlugo zaczyna sie szkosa. Odwieziesz mnie?
- Gdzie?
- Do szkosy!
- Znow bede Ci pierdolie z kim Ty sie zadajesz!
- Chrzanie to! - powiedzila, bo nienawidzila rllawego.
- Wsiadaj! - Jacek wskazl ruchem glawy tylne siedzenie motoru, Juz naprawionego po wypadku. Ruszyli.
- Myslisz, ze bylam tak dzika... - krzyczla, bo silnik motocykla przeszywl je swoim warkotem - jak dzikim potrafi bye Harry w chwilach, w ktorych przerla w lozku swe dziewczyny dajec im powod, do tego, by go rzucly?!!!
- A kto to jest Harry?!!! - krzyknel Jacek.
- Nie znasz go?!!! To poznasz!!! Kldy kiedyl musi!!! - powiedzila i wymamrotla pod nosem - A ja glupia mysllam, ze wszyscy Juz go poznali... Darek zl dusiz w sobie przeklelstwa. Nagi, przywiezany do drzewa "zycia i lmierci"...
autor: SNACK Wróc do strony głównej Tutaj |